Dziś zachęcam do umilenia sobie wolnej chwili lekturą kolejnej książki Hanny Ożogowskiej, tym razem to "Głowa na Tranzystorach". Tytułową "głową" jest uczeń szóstej klasy Marcin Bigoszewski, zwany Bigosem. Książka opisuje jego szkolne perypetie, kolegów, koleżanki, przeprawy z nauczycielami i rodziną. Zaszczytny tytuł "głowy na tranzystorach" zyskał dzięki swoim genialnym pomysłom, choćby takim jak założenie "Związku Niesienia Pomocy Ofiarom Przemocy", który każdemu uczniowi co dostał pałę, serwował rurkę z kremem ;-)
Dla chętnych króciutki fragment, gdy Marcin z Kostkiem idą przeprosić kolegę z klasy - Maciołajtysiewicza zwanego Maciorą i jego rodziców, za pewną drakę:
I jeszcze mała próbka talentów pisarskich Bigosa:
"Pani Skoczelowa przyszła na lekcję osowiała i wyraźnie przygnębiona. Powiedziała, że ją strasznie boli głowa, ze to pewnie migrena, i bardzo prosi o spokój.
-Wyjmijcie zeszyty do historii i napiszcie mi jasno, zwięźle, czyli w skondensowany sposób odpowiedź na pytanie:
Do jakiej postaci historycznej chciałbym być podobny?
Marcin jak zwykle nie zastanawiał się długo.
Chciałbym być podobny do jakiegoś sławnego architekta. Może do tego, co budował Teatr Wielki i nazywał się Corazzi? I też wybudowałbym jakiś piękny budynek, aby przyozdobił naszą Warszawę.
Ale oprócz tego chciałbym wybudować wielki, wygodny dom dla ludzi, wysoki na piętnaście pięter. Z balkonami na ulicę i zaraz obok naszej szkoły. A kiedy ten dom byłby już gotów, stanąłbym na balkonie najwyższego piętra, poczekałbym, aż wyjdzie ze szkoły Maksio Paterek, i z piętnastego piętra naplułbym mu na głowę."
Dobry humor gwarantowany lub zwrot pieniędzy ;-))))
Witam miłośników książek dla dzieci z czasów słusznie minionego systemu :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 września 2012
sobota, 25 sierpnia 2012
Tajemnica Zielonej Pieczęci
Książki Hanny Ożogowskiej uwielbiam. Opowiadają zazwyczaj o perypetiach "młodzieży podstawówkowej". Nie wiem czy książki te spodobałyby się dzisiejszym dzieciakom, pewnie byłyby dla nich mocno niezrozumiałe, bo przedstawiają świat, którego już nie ma - rodziców, wobec których czuje się duży respekt, dzieciństwo pełne obowiązków (np. noszenie węgla z piwnicy), szkołę, w której nauczyciel jest niczym bóg i wszystko może, a jak wezwie rodziców "na dywanik", to w domu jest manto, a nie narzekanie, że ktoś się uwziął na biedne niewinne dziecko. Jak ja chodziłam do szkoły, to już nie było tak restrykcyjnie jak 20 lat wcześniej (czyli w czasach, w których toczy się akcja książek Ożogowskiej), ale nie było też takiego "bezkrólewia", żeby zakładać nauczycielom kosz na głowę :-(
Mimo innych realiów, pewne rzeczy pozostają niezmienne do dziś - postawy dzieci - zawsze w klasie będzie jakiś prymus, ktoś komu nauka wybitnie nie idzie, ktoś fajny i nie, skarżypyta, lider ...
"Tajemnica zielonej pieczęci" to jedna z moich ulubionych książek tej autorki.
Opisuje perypetie trzech kolegów - Stefana Żórawia (który twierdzi, że przez "ó" w nazwisku nigdy nie opanuje ortografii, bo jest przez nie zaprogramowany na robienie błędów),Wiktora Kijanki (humanista, talent aktorski, duże problemy z matematyką, wychowywany przez mamę i starszego brata) i Bartka Niedźwiedzkiego (spokojny, grzeczny, ułożony, z dobrego domu, dobry uczeń, ma siostrę Elżbietę, która podoba się Stefanowi).
Koledzy z powodu "zachowania" zostają przeniesieni karnie do klasy, której bardzo nie lubią. Tam próbują się odnaleźć, poradzić sobie z nauką - każdy z nich ma swoją piętę achillesową, jakoś dogadać z nielubianymi nowymi kolegami, zwłaszcza wyjątkowo wkurzającym prymusikiem i skarżypytą Sewerem. Smaku książce dodaje wątek "kryminalny" - w piwnicy ktoś zostawia zaszyfrowane wiadomości, a na osiedlu zaczęły się niebezpieczne rozboje. Co gorsza, we wszystko wydaje się być wplątana sąsiadka Stefana - Alina.
Poniżej mała próbka dla chętnych - jak koledzy robili doświadczenia z "prawem Archimedesa":
Jeśli chcielibyście się dowiedzieć na jaki "genialny" pomysł wpadła cała trójka, żeby nie uczyć się do dyktanda i dostać dobre oceny i co z tego wynikło, oraz poznać wiele innych przygód chłopców - wybierzcie się do biblioteki dziecięcej i poszukajcie tam "Tajemnicy ...".
Zawsze jak czytam książki tej autorki, to mam wrażenie, że przeniosłam się w czasy dzieciństwa moich rodziców :-)
Mimo innych realiów, pewne rzeczy pozostają niezmienne do dziś - postawy dzieci - zawsze w klasie będzie jakiś prymus, ktoś komu nauka wybitnie nie idzie, ktoś fajny i nie, skarżypyta, lider ...
"Tajemnica zielonej pieczęci" to jedna z moich ulubionych książek tej autorki.
Opisuje perypetie trzech kolegów - Stefana Żórawia (który twierdzi, że przez "ó" w nazwisku nigdy nie opanuje ortografii, bo jest przez nie zaprogramowany na robienie błędów),Wiktora Kijanki (humanista, talent aktorski, duże problemy z matematyką, wychowywany przez mamę i starszego brata) i Bartka Niedźwiedzkiego (spokojny, grzeczny, ułożony, z dobrego domu, dobry uczeń, ma siostrę Elżbietę, która podoba się Stefanowi).
Koledzy z powodu "zachowania" zostają przeniesieni karnie do klasy, której bardzo nie lubią. Tam próbują się odnaleźć, poradzić sobie z nauką - każdy z nich ma swoją piętę achillesową, jakoś dogadać z nielubianymi nowymi kolegami, zwłaszcza wyjątkowo wkurzającym prymusikiem i skarżypytą Sewerem. Smaku książce dodaje wątek "kryminalny" - w piwnicy ktoś zostawia zaszyfrowane wiadomości, a na osiedlu zaczęły się niebezpieczne rozboje. Co gorsza, we wszystko wydaje się być wplątana sąsiadka Stefana - Alina.
Poniżej mała próbka dla chętnych - jak koledzy robili doświadczenia z "prawem Archimedesa":
Jeśli chcielibyście się dowiedzieć na jaki "genialny" pomysł wpadła cała trójka, żeby nie uczyć się do dyktanda i dostać dobre oceny i co z tego wynikło, oraz poznać wiele innych przygód chłopców - wybierzcie się do biblioteki dziecięcej i poszukajcie tam "Tajemnicy ...".
Zawsze jak czytam książki tej autorki, to mam wrażenie, że przeniosłam się w czasy dzieciństwa moich rodziców :-)
środa, 15 sierpnia 2012
Nastolatki pielęgnują urodę
W latach osiemdziesiątych wydano serię książek-poradników dla nastolatek. Były wśród nich: poradnik kulinarny "Nastolatki gotują", poradnik dla początkujących krawcowych, zdaje się, że zatytułowany "Nastolatka szyje sama", były poradniki botaniczne i o zwierzętach, ale dla mnie najlepszą była "Nastolatki pielęgnują urodę". Książka należała do 10 lat ode mnie starszej cioci, która czasem pozwalała mi ją pooglądać (!). Nabyłam ją dopiero kilka lat temu na nieocenionym allegro ;-)
Muszę przyznać, że jest to świetny poradnik, oczywiście niekoniecznie i nie zawsze aktualny, ale mimo wszystko wiele porad może się przydać także dziś. Poza tym jest to świetny obraz epoki i życia codziennego, ówczesnych kosmetyków, mody etc. Do tego coś, co mi spodobało się najbardziej - porady żywieniowe, opisy ziół i sposobów ich wykorzystania w pielęgnacji urody oraz ćwiczenia gimnastyczne. Autorką jest Anna Łasica, rysunki wykonał Zbigniew Cichocki, projekt okładki - Andrzej Pilich.
Czego nie robić, aby nie mieć zmarszczek ;-)
Jak rozruszać się po spaniu:
Parówki dla urody:
Jaka fryzura, dla jakiej twarzy:
Przepis na francuza:
Modne fryzurki:
Właściwa pielęgnacja biustu:
Coś ciekawego - kanony kobiecej figury na przestrzeni wieków:
I wspomniana gimnastyka:
Miałam w spadku po cioci taki strój do ćwiczeń - jednoczęściowy, czarny z czerwoną lamówką :-)
Na końcu była krótka część dla chłopców, z ćwiczeniami na zbudowanie mięśni.
Jako ciekawostkę mogę napisać, że jednym z głównych preparatów polecanych np. na trądzik w książce był spirytus i robione na jego bazie kosmetyki ;-)
Muszę przyznać, że jest to świetny poradnik, oczywiście niekoniecznie i nie zawsze aktualny, ale mimo wszystko wiele porad może się przydać także dziś. Poza tym jest to świetny obraz epoki i życia codziennego, ówczesnych kosmetyków, mody etc. Do tego coś, co mi spodobało się najbardziej - porady żywieniowe, opisy ziół i sposobów ich wykorzystania w pielęgnacji urody oraz ćwiczenia gimnastyczne. Autorką jest Anna Łasica, rysunki wykonał Zbigniew Cichocki, projekt okładki - Andrzej Pilich.
Czego nie robić, aby nie mieć zmarszczek ;-)
Jak rozruszać się po spaniu:
Parówki dla urody:
Jaka fryzura, dla jakiej twarzy:
Przepis na francuza:
Modne fryzurki:
Właściwa pielęgnacja biustu:
Coś ciekawego - kanony kobiecej figury na przestrzeni wieków:
I wspomniana gimnastyka:
Miałam w spadku po cioci taki strój do ćwiczeń - jednoczęściowy, czarny z czerwoną lamówką :-)
Na końcu była krótka część dla chłopców, z ćwiczeniami na zbudowanie mięśni.
Jako ciekawostkę mogę napisać, że jednym z głównych preparatów polecanych np. na trądzik w książce był spirytus i robione na jego bazie kosmetyki ;-)
wtorek, 4 października 2011
Szwedzi w Warszawie
Uświadomiłam sobie właśnie, że poświęcam na blogu wiele miejsca na prezentowanie bajeczek dla najmłodszych, a po macoszemu traktuję literaturę dla młodzieży. No i od razu postanowiłam to nadrobić.
Dziś zapraszam do przejrzenia książki Walerego Przyborowskiego "Szwedzi w Warszawie". Ponieważ jest to dość obszerna powieść - mogę pokazać tu tylko ilustracje, których autorem jest Stanisław Rozwadowski, no i opisać swoje wrażenia przy czytaniu powieści.
Najpierw kilka słów o autorze - Przyborowski to prawie rówieśnik Sienkiewicza, uczestnik i historyk Powstania Styczniowego. Pisał, tak jak wspomniany przeze mnie "ulubieniec" Gombrowicza, "ku pokrzepieniu serc", a swoje powieści historyczno-przygodowe kierował do młodzieży. "Szwedów" Przyborowski napisał w 1901r. i podobnie jak Sienkiewicza - czyta się ich bardzo przyjemnie. Ja ten gatunek na swój prywatny użytek nazywam kryminałem historycznym i bardzo go lubię. Na zdjęciu jest widoczny znaczek, informujący, że "Szwedzi" byli lekturą w 4 kl. podstawówki. Nie przypominam sobie, by była to lektura obowiązkowa, ale gdzieś chyba w takim czasie książka wpadła mi w ręce w bibliotece szkolnej, a niedawno zaopatrzyłam się w nią na allegro.
Książka opowiada o szwedzkich rządach w Warszawie w czasach tzw. potopu (nie biblijnego ma się rozumieć, Noe w powieści nie występuje ;-). Głównymi bohaterami są młodzi mieszczanie warszawscy - Kazik, Kacper, nie grzeszący rozumem syn przekupki Maciek Dratewka i stary rajca miejski pan Rafałowicz. Mamy tam intrygę historyczną, zdradę burmistrza, tajemnicę starej kamienicy architekta Ascoliego, wyścig z czasem, walkę ze szczurami atakującymi zawzięcie naszych bohaterów, walkę z maćkową głupotą, która jest irytująca także dla czytelników, a w końcu także i bitwę. Jeśli ktoś lubi ten gatunek powieści, to szczerze polecam - czytało mi się to świetnie w dzieciństwie i dziś czyta się równie przyjemnie :-)
Na koniec zamieszczam spis treści (tytuły rozdziałów są bardzo zachęcające do przeczytania całości - więc może ktoś się skusi :-)
Dziś zapraszam do przejrzenia książki Walerego Przyborowskiego "Szwedzi w Warszawie". Ponieważ jest to dość obszerna powieść - mogę pokazać tu tylko ilustracje, których autorem jest Stanisław Rozwadowski, no i opisać swoje wrażenia przy czytaniu powieści.
Najpierw kilka słów o autorze - Przyborowski to prawie rówieśnik Sienkiewicza, uczestnik i historyk Powstania Styczniowego. Pisał, tak jak wspomniany przeze mnie "ulubieniec" Gombrowicza, "ku pokrzepieniu serc", a swoje powieści historyczno-przygodowe kierował do młodzieży. "Szwedów" Przyborowski napisał w 1901r. i podobnie jak Sienkiewicza - czyta się ich bardzo przyjemnie. Ja ten gatunek na swój prywatny użytek nazywam kryminałem historycznym i bardzo go lubię. Na zdjęciu jest widoczny znaczek, informujący, że "Szwedzi" byli lekturą w 4 kl. podstawówki. Nie przypominam sobie, by była to lektura obowiązkowa, ale gdzieś chyba w takim czasie książka wpadła mi w ręce w bibliotece szkolnej, a niedawno zaopatrzyłam się w nią na allegro.
Książka opowiada o szwedzkich rządach w Warszawie w czasach tzw. potopu (nie biblijnego ma się rozumieć, Noe w powieści nie występuje ;-). Głównymi bohaterami są młodzi mieszczanie warszawscy - Kazik, Kacper, nie grzeszący rozumem syn przekupki Maciek Dratewka i stary rajca miejski pan Rafałowicz. Mamy tam intrygę historyczną, zdradę burmistrza, tajemnicę starej kamienicy architekta Ascoliego, wyścig z czasem, walkę ze szczurami atakującymi zawzięcie naszych bohaterów, walkę z maćkową głupotą, która jest irytująca także dla czytelników, a w końcu także i bitwę. Jeśli ktoś lubi ten gatunek powieści, to szczerze polecam - czytało mi się to świetnie w dzieciństwie i dziś czyta się równie przyjemnie :-)
Na koniec zamieszczam spis treści (tytuły rozdziałów są bardzo zachęcające do przeczytania całości - więc może ktoś się skusi :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
